Artykuły

 
Religie (wszystkie, a było, jest i będzie ich jeszcze wiele) niczego nie tłumaczą. Odczuwanie obecności boga jest INDYWIDUALNYM doświadczeniem danego człowieka i nie ma nic wspólnego z jakimś bogiem stojącym ponad wszystkim. Równie wielkie "ekstazy" można przeżywać faszerując się różnymi chemikaliami. Stan zbliżony do śmierci klinicznej (niedotlenienie pewnych obszarów mózgu) wprowadza człowieka w stan, w którym doznaje się podobnych wrażeń do podróży i powrotu z zaświatów. Świadomość człowieka nie mogącego wytłumaczyć sobie rzeczy niezrozumiałych posługuje się istnieniem istoty ponad nim, która ponoć się nim interesuje. Nic bardziej mylącego i złudnego. Popatrzcie na miliony ludzi skazanych na cierpienia i nie mających w tak zorganizowanym świecie jaki mamy wokół siebie żadnej nadziei na poprawę swego losu. Religia to ucieczka przed tą beznadzieją. Jak bóg mógłby interweniować pozytywnie (na skutek modlitwy?) w interesie jednego człowieka, jeśli sprzeczność interesów z innym człowiekiem powodowałaby działanie na szkodę tego drugiego? To jest bezsens idei "opieki" boga nad ludźmi. Bo za co tych drugich miałby krzywdzić. Jeśli jest dobry i sprawiedliwy to dlaczego właśnie tych drugich doświadcza? Natomiast jeśli się ludźmi w tym sensie nie opiekuje to oznacza, że ich losy są mu obojętne. Upada cały sens boga zainteresowanego ludzkością. Jeśli pewna część ludzi (obdarzona podobno przez boga wolną wolą) krzywdzi innych ludzi i czyni to bezkarnie za jego wiedzą to są oni kozłami ofiarnymi, świadomie wyznaczonymi do tej roli przez boga. Jakie mogłoby być boskie prawo skazujące tych nieszczęśników na ten los? Czyżby bóg decydował o tym, że jedni są lepsi a drudzy gorsi i czeka ich gorszy los? Nie ma żadnego uzasadnienia by świadome siebie istoty ludzkie skazywać na najmarniejszą egzystencję. Przykładów chyba nie musimy szukać. Widać jaki los ludzie ludziom potrafią zgotować choćby na przykładzie wojen... Ludzi niepokoi koniec świadomości w momencie śmierci. Ale czy tak trudno sobie wyobrazić, że po "tamtej" stronie nie ma nic. W dziejach ludzkich cywilizacji były takie, które sobie z tym radziły, choć większość z nich daje tę głupią iluzję "śmiertelnikom". Ale, uwierzcie mi, bez niej można zupełnie normalnie funkcjonować.
I jeszcze problem kto stworzył ten "wspaniały" i tak skomplikowany świat. Pierwsze - jeśli go stworzył bóg to kto stworzył jego? Powstał z niczego? A więc może prościej by było gdyby rolę boga tu po prostu pominąć, nie jest ona niezbędna. A dlaczego świat jest taki skomplikowany? Wiemy, domyślamy się, że u podstawy "wszystkiego" są elementarne i proste składniki (superstruny? kwarki?). Ale oto bliższy nam przykład. Wyższe organizmy żywe składają się z komórek. Istnieją jednak zarówno proste jednokomórkowce jak i organizmy takie jak ludzki o bardzo złożonej budowie i jeszcze bardziej skomplikowanej zasadzie działania. Te zasady działania, zapisane w milionach lat ewolucji poszukującej coraz to nowych rozwiązań prowadziły zawsze tylko w jednym kierunku. Nie w kierunku ochrony życia pojedynczej komórki ale całego organizmu. Mózg człowieka jest jednym z etapów tej ewolucji. Świadomość, która się tam "wylęgła" nie jest mu przypisana z natury, jest tylko jego ewolucyjną możliwością, możliwą na tym etapie ewolucyjnego rozwoju. Dziecko wychowywane w izolacji, bez kontaktu z całą ludzką kulturą jest tylko małym zwierzątkiem, nie potrafiącym myśleć z całą świadomością swego człowieczeństwa. Niewiele się od zwierząt różnimy, tylko tą odrobiną świadomości. Ta bliskość reszcie natury powinna ludziom uświadamiać skąd pochodzimy naprawdę. Jesteśmy częścią świata w ogóle, a ożywionego w szczególności. Jeśli chcemy moralnie poprawnie istnieć w tym świecie to nie oglądajmy się na iluzję boga-opiekuna, boga-sędziego. Nie szukajmy jakichś cudownych przez niego ustanowionych praw, bo takie nie istnieją i nigdy istnieć nie będą. Wszechświat powstał, to wiemy, jakoś ewoluuje, szczegółów nie znamy, domyślamy się ich jedynie. Nasze miejsce w ewoluującym świecie zaczyna się też od narodzin i jest skończone w czasie. Nie nasze wyobrażenie boga ma decydować o postępowaniu na co dzień, musimy sami sobie odpowiadać na pytania jak postępować by życie przeżyć w elementarnej harmonii nie siejąc wokół siebie zniszczenia. Bo nie totalne zniszczenie lecz współpraca i rozwój jest cechą życia. TO wystarcza za wszystkie przykazania. Indianie z dorzecza Amazonii, mówię o nich bo to jest nieźle udokumentowane, potrafili żyć w doskonałej harmonii z otaczającą ich przyrodą i naszego (nie mojego!) boga do tego nie potrzebowali. Żyli tak dotąd dopóki nie przyszliśmy tam z naszymi misjonarzami, prawami i obyczajami. Nie ma raju i piekła po śmierci, to tylko straszaki wymyślone przez ludzi. Ludzie bardzo chętnie natomiast namiastki tych "instytucji" tworzą na ziemi, jedne dla siebie drugie dla innych. Nasz rozum to coś opartego na mózgu stworzonym w zasadzie dość przypadkowo przez ewoluujące od jednokomórkowców organizmy, głównie w celu najlepszego sterowania całą złożonością naszych organizmów. Jesteśmy zależni od mnóstwa pierwotnych odruchów, które na ogół udaje nam się poskramiać, ale ich siła oddziaływania to najczęściej zwyczajna chemia. To ogromny kombinat chemiczny, w którym zauważamy usterki, gdy pojawia się dolegliwość lub choroba. Równie skomplikowane jest wielopłaszczyznowe działanie elementów naszej psychiki, jak łatwiej dostrzegane, działanie naszego ciała. Jedno i drugie nie powstało od razu. Dlatego tak trudno nam zrozumieć jak działa nasza świadomość. Jednak nie rozumienie tejże nie jest dowodem istnienia czegokolwiek nadprzyrodzonego. Nie ma takich zdarzeń. Jeśli cuda miałyby się zdarzać to byłyby zgodne z jakimiś zasadami fizyki chociażby, nawet jeśli ich jeszcze teraz nie znamy, a wtedy byłyby częścią tej obowiązującej fizyki. Nie byłyby cudami bo byłyby możliwe do wykonania. Nie ma więc żadnego uzasadnienia istnienia wyodrębnionego miejsca w przestrzeni czy czasie gdzie obowiązywałyby inne prawa fizyki niż w reszcie wszechświata. Zawsze to co cudowne, jak elektryczność zanim ją poznano, okazywało się elementem naszego, normalnego świata. Jeśli komuś potrzebne jest istnienie boga bo nie może sobie poradzić z sensem życia to niech go sobie ma. Jego bóg jest tylko jego bogiem, istnieje wewnątrz jego świadomości i nie jest żadnym z bóstw, które ludzie próbują w pewnym sensie materializować i często niestety narzucać innym. Należałoby sobie tylko życzyć, z korzyścią dla wszystkich, by ten bóg czynił ich lepszymi, by nie był przykrywką dla podwójnej moralności pozwalającej spowiedzią odciążyć sumienie.

 
 
 
 

rzuf